MENU
Fragment ul. Adama Asnyka, widok z cmentarza parafialnego przy ul. Prusickiej.

Dodał: Sylwek° - Data: 2010-11-29 15:55:38 - Odsłon: 1832
19 kwietnia 2010

Ulice mego miasteczka (1)
Żyć to znaczy przetrwać wszystkie burze - ulica Adama Asnyka
Od czasu do czasu w każdej dziedzinie niezbędne są zmiany. Ktoś nawet kiedyś stwierdził, że są one (zmiany) wyrazem ( a może motorem) postępu. Ponieważ od dłuższego czasu opatruję moje pisarskie próby tym samym hasłem „ścieżek codzienności”, postanowiłem także coś odmienić. Doszedłem mianowicie do wniosku, że po blisko trzech dwudziestoleciach moich związków z Trzebnicą, spróbuję naszkicować portret mojego miasteczka, według pewnego klucza. Chciałbym opisać krótko poszczególne ulice (a czasem uliczki) naszego grodu. Kolejność prezentacji będzie ustalana metodą losową, a „portrety” będą miały charakter subiektywny, zgodnie z charakterem kącika, w którym je przedstawiam. Ponieważ jednak jestem człowiekiem niestałym, na wypadek gdyby ten zamiar kiedyś mi się znudził, pozostawię jednak sobie „lufcik bezpieczeństwa” w postaci dotychczasowych „ścieżek codzienności”. Będę więc próbował pisać na przemian „ścieżki” i „ulice”. Teoretycznie te pierwsze będą dotyczyć spraw i problemów bardziej ogólnych, a te drugie koncentrować się będą na problemach bardziej trzebnickich. Jak to wyjdzie w praktyce? … pożyjemy…zobaczymy .
Dziś wiec wkraczamy na trzebnickie ulice. Na pierwszy ogień los wybrał maleńką, uroczo położoną dróżkę odchodzącą od ulicy Juliusza Słowackiego, która z kolei (tuż przed cmentarzem) odchodzi od ulicy Wojska Polskiego. Patronem tej uliczki jest znany i ciągle lubiany poeta polski, żyjący w XIX wieku, Adam Asnyk, piszący także pod pseudonimem El…y. Jak już wspomniałem ta uliczka, powstała bardzo niedawno (wobec kilkusetletniej historii Trzebnicy), jest bardzo urokliwa. Rozpoczyna się od karkołomnego spadku, który wymownie potwierdza góralski charakter miasteczka. Mieści chyba tylko cztery domki. Po prawej jeden podwójny przy ulicy, a drugi w głębi, a po lewej tylko jeden na wzniesieniu. Wszystkie obiekty zadbane, ładne i kolorowe, zatopione w zieleni traw i drzew. Na jednej z posiadłości tabliczka informująca o tym, że piesek dobiega do bramy w ciągu 5 sek. (to znacznie sympatyczniejsze niż obarczanie czworonoga oskarżeniami o jego złym charakterze). Wszędzie czysto i schludnie i chciałoby się taką uliczką spacerować bez końca, ale niestety ma ona poważną wadę. Na dole kończy się, a płot, który osłania następne na tym terenie inwestycje budowlane, nie pozwala iść dalej, bo jest to uliczka „bez wyjścia”.
Teraz wypadałoby napisać parę zdań na temat pisarza, który jest patronem uliczki. Adam Asnyk (1838 – 1897), pochodził z rodziny szlacheckiej. Urodził się w Kaliszu, a studiował m. in. w latach 1859 -60, na Uniwersytecie Wrocławskim, gdzie działał w Towarzystwie Literacko-Słowiańskim. Żył w czasach, gdy Polska rozdarta była między zaborców. Jego ojciec walczył w powstaniu listopadowym, a sam poeta uczestniczył czynnie w ruchu spiskowym, po aresztowaniu przez carskie służby był więźniem Cytadeli Warszawskiej. W powstaniu styczniowym był członkiem Rządu Narodowego. Od 1870 r. zamieszkał w Krakowie, gdzie był m.in. wydawcą dziennika „Reforma” i radnym miejskim. Należał do organizatorów Towarzystwa Szkoły Ludowej i Towarzystwa Tatrzańskiego. Jego grób znajduje się na krakowskiej Skałce.
Twórczość literacką rozpoczął w wieku dojrzałym, pod koniec powstania styczniowego. Napisał wiele wierszy, m. in. cykl 30 sonetów „Nad głębiami”, który przyniósł mu miano „poety-filozofa”. Mnie szczególnie kojarzy się z interpretacją Czesława Niemena, który wspaniale odczytał i wyśpiewał jego sonet o samotności: Jednego serca! Tak mało, tak mało. Jednego serca trzeba mi na ziemi… a jednak widzę, że żądam zbyt wiele. Ale przecież często także odwołujemy się do innych fragmentów jego twórczości, jak choćby: Gdybym był młodszy, dziewczyno…piłbym, ach, wtenczas nie wino, lecz spojrzeń twoich najsłodszy nektar… albo: Między nami nic nie było. Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych. Nic nas z sobą nie łączyło, prócz wiosennych marzeń zdradnych, czy piękny fragment „Barkaroli”: I roztopieni w cichym błękicie, tylko serc własnych usłyszym bicie. I jeden jeszcze poetycki cytat z wiersza „Do młodych”, który choć powstał 120 lat temu, jakże ważny jest dziś, gdy zastanawiamy się jak uniknąć zatracenia postaw patriotycznych: Ale nie depczcie przeszłości ołtarzy, choć macie sami doskonalsze wznieść. Na nich się jeszcze święty ogień żarzy i miłość ludzka stoi tam na straży, i wy winniście im cześć!
Te wiersze mają swój urok, chociaż wiele z nich należałoby czytać przy zapalonych świecach, z dala od zgiełków współczesnej cywilizacji; może warto wrócić do nich w jesienne i zimowe wieczory. Ale teraz zejdźmy z poetyckich obłoków na twardy grunt rzeczywistości, by zasygnalizować po raz kolejny paradoks, który nie waham się użyć takiego stwierdzenia kompromituje nasze miasto w oczach świata. W bezpośredniej bliskości ulicy Adama Asnyka (tam gdzie kończy się ul. J. Słowackiego) przebiega bowiem fragment międzynarodowej trasy rowerowej R-9, która łączy Morze Bałtyckie z Adriatykiem. Ktoś kiedyś wymyślił sobie, że trzebnicki odcinek będzie biegł od Nowego Dworu ścieżką okrążającą Szpital św. Jadwigi i cmentarz, następnie granicą tzw. szkółek do ulicy Polnej (przy skrzyżowaniu z ul. M. Konopnickiej). Jak pomyślano, tak szlak wyznakowano i już tak pozostało. Sygnalizowałem już wielokrotnie, że trasa wiedzie bezdrożami, które zupełnie się do jazdy rowerem nie nadają, ale od pewnego czasu stała się ona zupełnie nieprzejezdną, bo na międzynarodowym szlaku zbudowano dom mieszkalny (poniżej Szkoły Podstawowej nr 3), który sprawił, że droga de facto przestała istnieć, choć widnieje na planach i mapach.
W czasie wędrówek turystycznych spotykam czasem godne polecenia rozwiązanie. Na planie umieszczonym w plenerze znajduje się taki anons: „Wszelkie uwagi na temat oznakowania szlaków, prosimy zgłaszać do…”. U nas tego niestety nie ma. U nas znakuje się raz i…niedobrze.

Wojtek Kowalski

Tekst pochodzi z cyklu "Uliczki mego miasteczka" publikowanego na łamach Tygodnika Lokalnego NOWA Gazeta Trzebnicka.
www. nowagazeta.pl

Sylwek°

Poprzednie: Gospoda w Skarszynie (dawna) Strona Główna Następne: Dom nr 7